Pałac Łosiów w Narolu...
Bełżec...
Był też Krasnobród, ale zdjęć nie mogę upublicznić... ;)
Ostatecznie poznałem solidnie sprzęt. Przejażdżki po 300-350km stały się normą. Na takich dystansach jest to bardzo wygodny motocykl. Nie ma owiewek, więc jazda między 80-100km/h jest przyjemnością, jak trzeba odkręcić manetkę, na krótkich dystansach, reaguje bez problemu - szybciej to już tylko zwiększona ilość much w zębach ;) Motocykl ciężki, więc bardzo stabilny. Miałem problem z ustawieniem przedniego tłumienia amortyzatorów - dolewka 80ml, ulewka 50ml, i tak kilka razy - nie ma regulacji jak w nowych sprzętach. Teraz wchodzi w zakręt intuicyjnie. Na mieście bywa gorącawo - jego serce to potężny piec 1200cm3, więc szybko nabiera temperatury, jak "jajka" motocyklisty w ubraniach na światłach - na twardo ;) Pozycja za kierownicą perfekcyjna - coś jak siedzenie na "krześle". Siedzenie ze skóry, więc po nawoskowaniu preparatami lubi się tyłek ślizgać. Ot i tak...
Odrzykoń...
Kotań...
Świątkowa Wielka...
Dolina Śmierci na Słowacji...
Braciszek swoją sztukę też dopieścił...
Jest pięknie przygotowana pod malowanie (oklejenie). W oryginale TRIcolor wyglądał pięknie...
A z tego co wiem, zamysł był oklejenia "papierosowo" ;)
Życie pokaże, co wyniknie z tego...
Dokładnie w 9 miesięcy od zakupu zostało zrobione wszystko co w mojej mocy, by był to zawsze gotowy do jazdy, sprawny techniczne, ładny, bezawaryjny, bezpieczny motocykl. Pierwsza przejażdżka po okolicy...
Bez czytania dokumentacji technicznej, szukania informacji w internecie nie da się przy tego typu sprzęcie wiele zrobić. Trzeba przynajmniej zakupić to:
Po grubej robocie, pozostają już tylko ostatnie pieszczoty...
Kiedy my wymienialiśmy drobiazgi, Szczepan malował, kiedy On malował, my grzebaliśmy dalej przy sprzętach i tak to leciało...
Niestety spektrofotometr nie chciał odczytać koloru kasku, gdyż był zbyt okrągły i nie mogliśmy znaleźć płaskiej powierzchni, trzeba było szukać ręcznie, ale była to fajna zabawa... z której zaczął wyłaniać się efekt końcowy - efekt WOW! ;)
Bez dwóch zdań - polecam Szczepana!, choć jako warsztat blacharsko-lakierniczy sporych rozmiarów, zajmujący się autami Toyoty i nie tylko, pewnie nie zajmie się każdym klientem z drobiazgiem jakim jest kilka rupieci motocykla - ale próbować warto ;) Szczepan Bednarz. Błażowa Dolna 340.
A u mnie wyszło jak wyszło... WOW!
Kiedy "karoseria" pojechała do malowania, my dłubaliśmy sukcesywnie dalej...
Przyszły nowe tarcze (wszystkie) i nowe śruby mocujące - nie czarne lecz srebrne, co zrobić, a i kształt tarcz troszkę inny od oryginału, ale wszystko to kwestia kasy...
Przyszły przewody hamulcowe w oplocie, kierownica oryginalnie (nie chrom tylko czarna, bo tak chciałem) nowe ciężarki kierownicy (też czarne, nie chrom, bo tak chciałem)...
Nowe tarcze sprzęgłowe i do przodu...